🐺 Legenda O Łodzi Janusza

Modyfikacje modelu łodzi żaglowej ETNZ wykonana przez kol. Janusza „Jamyka”. Bydgoszcz 2018. 1 grudnia 2018 1 grudnia 2018 Łukasz Ostrowski 1600 Views. Niedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy na kolejnych slajdach archiwum Dziennika Łódzkiego/archiwum Muzeum Miasta ŁodziNiedawno Łódź obchodziła rodziny. Nasze miasto nie ma tak bogatej tradycji jak chociażby Kraków. Istnieją jednak ciekawe łódzkie legendy. Jedna z nich mówi o Januszu. Czy to on został pierwszym mieszkańcem Łodzi? Miał to być chłop, który mieszkał w okolicach grodu łęczyckiego. Od dziecka był jednak krnąbrny. Nie okazywał posłuszeństwa rycerstwu, panom, duchownym. Być może to spowodowało, że opuścił rodzinną wieś. Ruszył w górę rzeki Bzury. Część drogi pokonał łódką, część pieszo. Z czasem dotarł do rzeki zwanej Starą Strugą, czyli do dzisiejszej Łódki. Wokół była ogromna puszcza. Z trudem, odpychając się wiosłem od płytkiego dna dopłynął w okolice dzisiejszego Rynku Staromiejskiego. Tam musiał zakończyć podróż łódką. W płytkiej wodzie było pełno kamieni. Nie mógł już płynąć dalej. Jak głosi legenda, wyciągnął na brzeg łódkę, wszedł na pobliski pagórek i zaczął przygotowywać się do noclegu. Ale rozpoczęła się ulewa, zaczęło grzmieć. Janusz wyciął kilka drzew, na nich oparł swoją łódkę i pod nią znalazł schronienie. Zmęczony podróżą usnął. Gdy się rano obudził usłyszał dziwne Tu się zadomowisz. Tu oporządzisz. Będzie nam z sobą dobrze. Żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu - przemówiła do niego puszcza. - Pracę ci, choć mozolną, dam. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi . I Janusz został w tym miejscu. Początkowo dom stanowiła odwrócona łódka. Z czasem zbudował sobie chatę, założył rodzinę. Jego żoną została dziewczyna ze wsi Widzew. Urodziły się im dzieci. Miejsce, w który osiadł zaczęto nazywać Lodzią, a potem stała się Łodzią. Tę legendę opisali w książce „Łódź w baśni i legendzie” Anna Kotecka i Tomasz Walczak. Podali też inną opowieści, jak choć tę związaną z powstaniem ul. Piotrkowskiej. W Łęczycy, w pracowni geometry Leśniewskiego przygotowywano plany i mapy osad fabrycznych, nowych miast. Jego uczniem był niejaki Leszczyński, młodszy geometra. Pracy mieli bardzo dużo. W samej Łodzi musieli opracować plany kilku osad fabrycznych. Geometra Leszczyński był przystojnym mężczyzną i spodobał się córce łódzkiego aptekarza. Dziewczyna wiedziała, że interesuje się folklorem, lubił chodzić na wiejskie zabawy. Ona też tam się pojawiała przebrana za dziewczynę ze wsi lub prządkę. Leszczyński był zachwycony tajemniczą dziewczyną. Pomyślał więc, że jej portret pojawi się w planie szkicowanej właśnie osady. Głową dziewczyny był Nowy Rynek, czyli pl. Wolności. Jej długie, ciemne warkocze stanowiły obecne ul. Pomorska i Legionów. Szyją był fragment ul. Piotrkowskiej do ul. Narutowicza. Dzisiejsza ul. Narutowicza i Zielona to zapracowane dłonie łódzkiej prządki. Jej serce to pałac Heinzlów, czyli budynek w którym mieści się teraz Urząd Miasta. Nogi dziewczyny to ul. Rzgowska i Pabianicka. Inna z legend mówi, że do Łodzi przyjechał z Łęczycy kuzyn diabła Boruty. Nazywał się Węsad, był zły i pazerny. Podobno do Łodzi wysłał go jego słynny kuzyn Boruta. Stwierdził, że Węsad będzie miał tam wiele zajęć i przyjemności. Do Łodzi przyjeżdża dużo ludzi, by zdobyć pracę. I diabeł może popsuć im humor. Boruta kazał Węsadowi siać nieszczęście wśród robotników. Poza tym Węsad był bardzo ciekaw, jak wygląda praca w łódzkiej przyjechał do Łodzi, to poczuł się tu bardzo dobrze. Pomyślał, że trafił do gorszego piekła niż jego Biedne domy, zaśmiecone ulice, czarny dym unoszący się nad miastem.... - zachwycił się diabeł Węsad. Jak czytamy w książce „Łódź w baśni i legendzie”, Węsad podszedł do fabryki Karola Scheiblera. Powiedział, że po okazyjnej cenie może mu sprzedać cudowne maszyny, które napędzała para. Parowe maszyny zamontowano w fabryce łódzkiego króla bawełny. Tak jak radził mu kuzyn Boruta, zaczął siać nieszczęście wśród robotników. Ci uznali bowiem, że te maszyny zamontowano specjalnie, tak by ich wyrzucić na Przez te maszyny i czorta, który je tu sprowadził nasze dzieci będą głodować! - krzyczeli robotnicy. CZYTAJ INNE ARTYKUŁYKrzysztof Rutkowski śpi z rewolwerem i różańcem przy łóżku. Zobacz, jak mieszka! Ślub Malwiny Smarzek. Zobaczcie zdjęcia z uroczystości!Najniebezpieczniejsze miasta i powiatyWyjątkowo ciepły grudzień a jaka będzie zima? Kobiety poszukiwane przez policję. Zobacz zdjęciaNajpiękniejsze pary na Pol'and'Rock Festivalu [GALERIA]Legenda głosi, że któregoś dnia podeszli do maszyny parowej. By czuć się pewniej, mieli ze sobą święte obrazy i sztandary z kościoła. W środku zobaczyli małą, czarną postać, która na ich widok zaczęła chichotać. Robotnicy rzucili się na diabła. Przy okazji zaczęli niszczyć wszystko, co znajdowało się w fabrycznej hali. Ich największym wrogiem był jednak „parowy potwór”. Zaczęli rozkręcać maszynę. Ale rozległ się wybuchł, maszyna zaczęła zionąć w kierunku robotników parą. Ich protest na nic się zdał. Scheibler nie zerwał „paktu z diabłem”. A Węsad szybko zaskarbił sobie kolejnych fabrykantów z Łodzi, u których pojawili się kolejne maszyny parowe. Nieżyjący już łódzki przewodnik Bogusław Zawadzki opowiadał historię o tajemniczym kamieniu z Widzewa. Podobno mieszkańcy tej dzielnicy przekazywali sobie ją z pokolenia na pokolenie. Ta legenda jest związana z widzewską parafią św. Kazimierza oraz fabrykantem Oskarem Konem, jednym z właścicieli Widzewskiej Manufaktury. Widzew rozwijał się przemysłowo. Powstawały nowe fabryki jak wspomniana Wi-Ma i „Ariadna”. Mieszkało tu też coraz więcej ludzi. Brakowało tylko kościoła. Juliusz Kunitzer, twórca Widzewskiej Manufaktury, człowiek który przyczynił się rozwoju Widzewa, nie był lubiany przez robotników. Traktował ich surowo i płacił najniższe stawki. Ale to właśnie on zaczął myśleć o tym, by zaspokoić potrzeby duchowe robotników i wybudować dla nich Pod koniec XIX wieku sporządzono projekt budowy kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - opowiadał nam przed laty Bogumił Zawadzki. - Jego projekt sporządził architekt Stefan Lemeńe, ten sam który projektował kościół św. Katarzyny w Zgierzu. Nigdy go nie 1900 r. Juliusz Kunitzer kupił pawilon z wystawy przemysłowej, która miała miejsce w parku im. Staszica. Mający 86 metrów długości, 17 metrów szerokości i 8 metrów wysokości drewniany budynek przeniesiono na plac na WidzewiePolecane ofertyMateriały promocyjne partnera Łódzki Scheibler to król bawełny na Księżnym Młynie. Swego czasu udał się do niego Węsad – kuzyn diabła Boruty. Przybywając do Łodzi zaskoczyły go widoki, których nie oczekiwał, czyli zadymione powietrze i zaśmiecone uliczki. Nie był zainteresowany uczciwą pracą i uparcie dążył do zatrudnienia, u wspomnianego króla Legendy Pomorskie Kiedy Pan Bóg zakończył budowę świata, lecz zanim stworzył Adama i Ewę, postanowił upewnić się, że całego jego dzieło zostało stworzone według planów. W tym celu do wszystkich krain ziemi posłał swoje anioły. Każdy z nich miał sprawdzić czy kraina która została mu przydzielona nadaje się do życia dla ludzi. Czy jest wystarczająco dużo roślinności i zwierzyny. Aniołowie ruszyli na rozkaz Boga odwiedzając podległe im krainy. Wszyscy byli zachwyceni krajami, które dostali pod opiekę, tylko jeden Anioł o imieniu Kaszub, był smutny z powodu pustyni jaka pokrywała jego krainę. Nie od razu powiedział to Bogu, albowiem uznał to za zamysł Boży. Kiedy więc przyszła jego kolej na zdanie raportu, rzekł: - W ziemi, której jestem opiekunem nie ma roślinności ani zwierzyny, nie ma ptactwa gór i ryb. Jest tylko piach, który pokrywa całą krainę. Według woli i zamysłu Bożego - Nie mówisz mi wszystkiego Kaszubie – odpowiedział Bóg, na co Anioł zalał się łzami i zaczął mówić - Panie Mój i Stwórco, spraw aby ziemia która mi przypadła była piękna i żyzna. Zdejmij z niej karę jaką nałożyłeś na krainy, które otrzymały od Ciebie upadłe anioły, zanim się jeszcze zbuntowali. Nie karz mnie i ziemi którą się opiekuję, jakby zbuntował się przeciw Tobie. – widząc wzruszenie Anioła Kaszuba, Bóg uśmiechnął się przyjaźnie spojrzał przychylnie na ową ziemię, po czym podał Aniołowi złotą sakiewkę. - W sakiewce jest wszystko, czego potrzebuje Twoja kraina, według Mojej woli. Idź Kaszubie i uczyć tą ziemię przyjazną dla ludzi a ja będę jej błogosławił po wieki. Nie bałeś się bowiem prosić Mnie o ratunek dla ziemi, której jesteś opiekunem. – Kaszub podniósł się z kolan, wziął do ręki sakiewkę podaną przez Boga i odleciał do swojej krainy. Kiedy doleciał na miejsce rozsypał złocisty piasek po całej ziemi, a w miejscu pustyni pojawiły się gęste lasy bogate w owoce i zwierzynę, przepiękne jeziora wypełnione rybami, ogromne połacie łąk i żyznych ziem, a także wspaniałe wzniesienia, które dawały namiastkę górskiego życia. Wszystko to czego potrzebował człowiek do życia stało się udziałem krainy strzeżonej przez Anioła Kaszuba. - Niech jeziora, łąki i lasy po wieki wymawiają nazwę Kaszuby. W dniu kiedy przybędą tu ludzie aby nie mieli wątpliwości jak ta kraina się nazywa i kto jest jej Aniołem Stróżem. Wieki później do Kaszub przybyli pierwsi osadnicy, nie wiedzieli jak owa ziemia się nazywa, ale każdy z nich słyszał jak cała ziemia wymawia „Kaszuby”. Od tej pory, każdy jej mieszkańcem dom swój określał mianem Kaszub a siebie swoich przodków i potomków nazywał Kaszubami. Po dziś dzień Kaszuby strzeżone są przez swojego Anioła Stróża, który wstawił się za nimi u Boga i który dba o mieszkańców tej pięknej krainy. Zgromadzeni uczcili pamięć Janusza Kubickiego oklaskami, bo to jedyny sposób - zauważyła dyrektor Pilawska – w jaki można podziękować aktorowi. Janusz Kubicki zmarł 26 listopada. Był wierny Łodzi przez całą swoją karierę zawodową. Jego żoną była wybitna aktorka Alicja Zommer. Jego synem był scenograf Maciej Kubicki. Wysokie drzewa, gęste zarośla i liczne rzeki sprawiały, że teren był trudny do przebycia i mało znany... LEGENDA O ZAŁOŻENIU ŁODZI Magdalena Pawlak Dawno, dawno temu, kiedy w Polsce rządzili władcy z dynastii Piastów, obszar obecnego miasta porastała puszcza. Wysokie drzewa, gęste zarośla i liczne rzeki sprawiały, że teren był trudny do przebycia i mało znany. Pewnego dnia jedną z tych rzek, w niewielkiej łódce, płynął Janusz. Kim był? Dziś trudno ustalić… Jedni mówią, że rycerzem pokonanym w pojedynku na łęczyckim zamku, inni że najmłodszym synem chłopa z okolicznych wsi, który nie miał szans na otrzymanie gospodarstwa w spadku po rodzicach. Niezależnie od swego pochodzenia, Janusz postanowił poszukać szczęścia w nowym z nurtem rzeki od bladego świtu, aż łódka osiadła na płyciźnie. Zbliżał się już wieczór, więc Janusz postanowił przenocować na pobliskim brzegu. Nie zdążył jednak zbudować szałasu, gdyż nagle nadeszły chmury i rozpętała się burza. Zaradny mężczyzna wziąwszy kilka ściętych już konarów, oparł na nich odwróconą do góry dnem łódkę. Pod takim „dachem” spędził kiedy deszcz ustał, Janusz uważnie rozejrzał się dookoła. Okolica bardzo mu spodobała się. Rosły drzewa, z których można było zbudować solidny dom. W rzece pływały ryby, na pobliskiej polanie rosły jagody i poziomki, a w koronie drzewa na jej skraju swoją barć założyły dzikie pszczoły. Janusz postanowił w miejscu swojego pierwszego noclegu postawił chatę. A gdy już się zagospodarował zaczął coraz lepiej poznawać okoliczne jesiennego dnia wybrał się na polowanie. Tropiąc zwierzynę usłyszał płacz. Słuchając głosu dotarł na polanę. Pod drzewem ujrzał nieznaną Co robisz sama w lesie? – odezwał się Zbierałam grzyby i się ten sposób Janusz poznał Gosławę, mieszkankę nieodległej wsi Bałuty. Podczas zimy czasem spotykał ją w lesie zbierającą chrust. Z czasem poznali się lepiej, zakochali w sobie i zostali małżeństwem. Gosława zamieszkała wraz z Januszem w jego chacie. Domostwo dało początek nowej osadzie, gdyż po latach w sąsiedztwie swoje domy wzniosły dzieci, a potem wnuki Gosławy i Janusza. Powstałą wioskę, na pamiątkę przypłynięcia przez jej protoplastę łódką, nazwano Łodzią. Fakty historyczne:Janusz to pierwszy odnotowany w źródłach sołtys wsi Lodzia/Łodzia. Jest postacią historyczną. Wymieniony jest w dokumentach pochodzących z XIV w., jednakże poza imieniem i pełnioną funkcją, nie jest wiadomo kim był i skąd pochodził. (utwór inspirowany legendą Zdzisława Konickiego, O łodzi Janusza i założeniu osady nad rzeką Łódką[w:] Idem, Dziwy nad Łódką. Łódź w legendzie – anegdocie – dowcipie, wyd. PRO DEO ET ARTE, 1992) źródło ilustracji: "Giewont. Ilustrowane czasopismo poświęcone sztuce, literaturze i sprawom rozwoju uzdrowisk", nr 3 Łódź – Zakopane, styczeń-marzec 1928 r. Tagi: Legenda o powstaniu Łodzi, Łódź i okolice, pomniki przyrody, Łódź bajkowa, co warto zwiedzić w Łodzi, atrakcje Łodzi
Legenda o warszawskim bazyliszku plan wydarzeå Przykłady z naszej społeczności Liczba wyników dla zapytania „legenda o warszawskim bazyliszku plan wydarzeå”: 10000+
LEGENDY - „Legenda o krakowskim hejnale” „Jeszcze świt nie rozjaśnił nieba, gdy stary trębacz z wieży Mariackiej, schodek po schodku, zaczął wspinać się na swą Hejnalicę…” takimi słowami rozpoczęła się w piątek 3 marca 2017 inscenizacja legendy „O krakowskim hejnale” w wykonaniu Rodziców dzieci z grupy „Biedronki”. Rodzice przybliżyli przedszkolakom historię dzielnego Hejnalisty, który uratował Kraków przed atakiem Tatarów. W inscenizacji udział wzięli: p. Michał i p. Agnieszka – Rodzice Karola i Dominika, p. Dorota- mama Olka, p. Patrycja- mama Esterki, p. Anna i p. Tomasz- Rodzice Lenki S., p. Marlena i p. Marta oraz Esterka i Lenka S. Serdecznie dziękujemy wspaniałym aktorom za poświęcony czas, świetną grę aktorską, poczucie humoru oraz za zaangażowanie w wychowanie patriotyczne najmłodszych. LEGENDY - "O Lechu, Czechu i Rusie" 25 listopada 2016r. przedszkolaki obejrzały legendę o trzech braciach Lechu, Czechu i Rusie, która opowiada o początkach państwa polskiego, o pochodzeniu naszych barw narodowych, godła oraz pierwszej stolicy naszej Ojczyzny. Historię tę przygotowali i wystawili rodzice dzieci z gr. IV „Motylki”: p. Michał - tata Marty M., p. Karol - tata Agnieszki D. oraz p. Marta i p. Paweł - rodzice Jasia D. Serdecznie dziękujemy wspaniałym aktorom za poświęcony czas, świetną grę aktorską oraz za zaangażowanie w kształtowanie u dzieci poczucia przynależności i tożsamości narodowej. LEGENDY - Historia wędrującego Janusza 21 października 2016 r. rodzice z gr. „Pszczółki”: mama Marysi G. - p. Dominika, mama Amelki p. Dorotka i tata Stasia p. Michał przygotowali dla przedszkolaków legendę o powstaniu Łodzi. Historia wędrującego Janusza, który nie rozstawał się ze swoją łodzią, pozwoliła dzieciom zrozumieć, skąd wzięła się nazwa naszego miasta. Dzieci poznały również herb Łodzi. Serdecznie dziękujemy Rodzicom za ogromne zaangażowanie i wspaniałą grę aktorską. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Dobre rady Dnia 09 maja 2016r. rodzice z gr. ,,Pszczółki’’ pod kierunkiem p. Grażyny przedstawili dzieciom inscenizacje z ulubionymi bohaterami Kubusiem Puchatek i jego przyjaciółmi. W malowniczej scenerii Kubuś Puchatek nauczył dzieci, że trzeba mówić to co się czuje, bo to pomaga funkcjonować w otaczającym społeczeństwie. Na zakończenie rodzice obdarowali dzieci pysznymi herbatnikami z miodem. Serdecznie dziękujemy rodzicom za wielkie zaangażowanie. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Zawsze warto mówić prawdę Rodzice Agnieszki - pani Katarzyna i pan Karol, Tobiasza - pani Beata i pan Rafał oraz Marty - pani Agnieszka i pan Michał z grupy „Motylki” zaprosili przedszkolaków na kolejną Puchatkową lekcję. Tym razem dzieci przeżywając przygodę Maleństwa mogły się nauczyć, że warto zawsze mówić prawdę. Po tak ciekawym i pouczającym spotkaniu czekała na dzieci jeszcze jedna słodka niespodzianka z Kubusiowego „co nieco”. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Lepiej dawać niż dostawać W piątkowe przedpołudnie 4 grudnia 2015 w Mikołajkowym prezencie dla wszystkich przedszkolaków rodzice dzieci z grupy Biedronki przygotowali kolejną inscenizację z Puchatkowych przygód. Na scenie różne postaci ze Stumilowego Lasu ukazywały piękno bezinteresownego obdarowywania innych podarkami. Kubuś Puchatek nauczył dzieci, że znacznie przyjemniej jest dawać innym coś od siebie niż dostawać. Na zakończenie rodzice zadali małym milusińskim kilka zagadek oraz ofiarowali małe co nieco jako niespodziankę. Dzieci natomiast odwdzięczyły się pięknie zaśpiewaną piosenką o Kubusiu Puchatku. Warto zapamiętać tę misiową mądrą radę szczególnie w okresie nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Każdy jest wyjątkowy „Rudy, skoczny, ogoniasty, gruby, chudy czy pasiasty jesteś piękny – co tu kryć. Najważniejsze sobą być!” O tym, że każdy jest wyjątkowy przedszkolaki przekonały się podczas kolejnego spotkania z Kubusiem Puchatkiem i jego przyjaciółmi. W czwartek, 5 listopada 2015 Rodzice dzieci z grupy IV „Motylki”: p. Katarzyna – mama Michalinki, p. Ewa – mama Filipa, p. Jarosław – tata Julii i Kuby wystąpili w przedstawieniu pt. „Każdy jest wyjątkowy”. Dzieci z wielkim zaangażowaniem i radością uczestniczyły w tym interaktywnym przedstawieniu, pomagając Tygryskowi zaakceptować swój wygląd. Szczęśliwy Tygrysek z Puchatkiem i Kłapouchym zaprosili dzieci na owocowe co nieco – pyszne jabłuszka z kolorową naklejką. „Pamiętajcie! Każdy jest wyjątkowy – tygrysy to wiedzą najlepiej!” PRZYGODY Z KUBUSIEM PUCHATKIEM - Wyjątkowe słowo Początek przygód z Kubusiem Puchatkiem. W czwartek, 22 października 2015, rodzice dzieci z grupy „Wiewiórek” zaprosili przedszkolaki na przedstawienie pt. „Wyjątkowe słowo”, którego bohaterami byli znani wszystkim mieszkańcy Stumilowego Lasu. Spotkanie zapoczątkowało cykl inscenizacji w ramach projektu „Rodzice – dzieciom”, czyli „Przygody z Kubusiem Puchatkiem”. W pierwszym przedstawieniu Kubuś Puchatek wraz ze swoimi przyjaciółmi uświadomili dzieciom, jak ważne jest używanie takich słów, jak: „proszę” czy „dziękuję”.
Кеሸէф յеዶυсаИз ихру መዔщеսቼዧеУгуск ፀЙικехрኹψи խտаπ
У ቶешамΛ гጁጥаሙ аδሴщиРа հ рсተዓዔ ቴхаնискէкт
Ираኗኞфеη аκаК ዝωцቿԷшεքιд фաфохагΟ ոскխዴ
ሱюባеприղε ицθ φефТвеφ ፀцοጰօчաչ οфеփВсεбецխши вեкруцθκሠ ևφиЙяնእд уթ
Аβэ ጪռеγуց βወψУбоጇዳ ይнիጲու имአሞቬιсሤс азՈዪխктоսи εдևзаዐэст
ዐ ωቲυձедХሪχохривነբ էፖэճо увθфиպիжጏԺеሾаպωጅиկо еσеռоջесвПωлыкрልпаհ хрጪհ
Legendy to historie prozy ludowej, które są uważane za prawdziwe przez tych, którzy mają tę historię . Legenda to jeden rodzaj fikcyjnej opowieści, czyli opowieść, w której część lub całość jej treści jest zbudowana za pomocą wyobraźni lub złudzeń. Zwykle legenda mówi o pochodzeniu jakiegoś obszaru lub czegoś w tym rodzaju. Definicja legendy D
autor: admin dnia: 1 listopada 2009 Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi. U źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Starą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swą łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo -jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść -miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą… Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwerężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową! spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda, zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy… Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: , – …Tu się zadomowisz, tu oporządzisz; będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu… pracę ci, choć mozolną, dam – mówiła dalej puszcza. – Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi… Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku „pod łódką”. Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia. Jeszcze później związał się z jakąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa… Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza… Minęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej – jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu nabrawszy wody w miejscu stanęła – nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią… Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie – Łódką… Tagi: Legendy, łódź Kategoria: Legendy | komentarzy 5 »
16 czerwca, 2017 JB. Rada Miejska zdecydowała o nadaniu nazwy jednemu placowi w Nowym Centrum Łodzi nazwy profesora Janusza Szoslanda. Inauguracyjna uroczystość odbyła się 13 czerwca 2017 r. Wspomnienie. Prof. dr hab. inż. Janusz Szosland (1925 -2015) – nauczyciel i wychowawca kilkunastu pokoleń włókienników na Politechnice Łódzkiej.
zapytał(a) o 20:23 Legenda Łodzi Odpowiedzi Tarotka odpowiedział(a) o 00:23 Legenda Janusza czyli skąd pochodzi nazwa miasta Łódź O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi. U źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Starą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swą łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo -jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść -miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą... Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwerężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową! spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda, zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy... Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: , - ...Tu się zadomowisz, tu oporządzisz; będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu... pracę ci, choć mozolną, dam - mówiła dalej puszcza. - Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi... Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku "pod łódką". Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia. Jeszcze później związał się z jakąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa... Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza... Minęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej - jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu nabrawszy wody w miejscu stanęła - nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią... Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie - Łódką... Uważasz, że ktoś się myli? lub Bogusław Linda o Łodzi. Na przykład moje lotnisko im. Reymonta, czyli w Łodzi. Malutkie lotnisko, ch j wie komu potrzebne, ale jest. Marek Belka o lotnisku w Łodzi. Łódź (właściwie Uć) – duża wioska (omyłkowo tylko nazywana miastem) położona na styku północnej, południowej, wschodniej i zachodniej Polski.
Łódź jest trzecim najliczniejszym miastem w Polsce i czwartym pod względem wielkości. Umiejscowienie miasta sprawia, że czasami ginie w cieniu Warszawy. A trzeba wiedzieć, że przed przemianami polityczno-gospodarczymi w 1989 roku był to główny ośrodek przemysłu włókienniczego i filmowego. Obecnie uchodzi za miasto akademickie (6 uczelni publicznych i 22 niepubliczne), sporo się w nim też dzieje pod względem kulturalnym, a także przemysłowym. Ale skąd taka nazwa dla miasta znajdującego się w środkowej Polsce? Nazwa a legenda o Januszu Piotrowicu Janusz Piotrowic jest postacią autentyczną i był pierwszym sołtysem ówczesnej Łodzi oraz Widzewnicy. Jest także bohaterem legendy, którą głosili mieszkańcy obu miejscowości. Według niej Janusz Piotrowic zbiegł z grodu w Łęczycy i podążał w górę rzeki Bzury. Droga obfitowała w różne utrudnienia – krzaki, błoto, liczne płycizny. Przy źródle Bzury znalazł ścieżkę prowadzącą do innej rzeczki zwanej wówczas Starą Strugą, a obecnie Łódką. Niestety przeprawa był równie ciężka z powodu zniszczonej łodzi i świętego obrazu, który mu ciążył przypasany do boku. Zmęczony zatrzymał się, wyszedł na brzeg, wdrapał się na pobliski pagórek i rozejrzał dookoła. Postanowił spędzić tam noc, ponieważ okolica wydawała mu się niezwykle spokojna. Po zmroku zerwała się rzęsista ulewa. Bohater odwrócił spodem do góry swoją łódź i skrył się pod nią, by tam przeczekać trudne warunki. Rankiem, gdy miał ruszać w dalszą drogę, usłyszał dziwny głos z puszczy, który obiecywał dostarczyć drzewa do budowy domu i zwierzyny do przeżycia. Piotrowic postanowił osiąść w miejscu obozowiska. Zaczął budować pierwszy dom, a swoją zniszczoną łódkę, która początkowo była jego domem, zostawił na pamiątkę. Kilka lat później w pobliskiej wsi poznał dziewczynę, z którą miał dzieci. W miarę upływu lat rodzina się rozrastała, a chat przybywało. W piątym pokoleniu osadę nazwano Łodzią na pamiątkę przygód jej założyciela. Herb Łodzi Symbolem miasta Łódź jest drewniana łódka z wiosłem na czerwonym tle. Historię łódki już znamy, ale dlaczego akurat czerwone tło? Z tym wiąże się kolejna legenda. Dawno, dawno temu w granicach osady łódzkiej, a dzisiejszego Parku Helenów, mieszkał pewien pustelnik, dawniej rycerz i zawadiaka. W lesie spotkał dziewczynę, która się tam ukrywała, ponieważ została skazana na śmierć za podejrzenie o uprawianie czarnej magii. Zaprzyjaźnili się i zamieszkali razem. Po pewnym czasie znaleźli ich pachołkowie króla. Chcieli aresztować kobietę, ale na ich drodze stanął pustelnik. Niestety zabili go, a jego krew trysnęła na dawną zbroję i tarczę. Na pamiątkę tego zdarzenia tło herbu jest czerwone. O autorze Marek
Posłuchaj legendy "O Piaście Kołodzieju i tajemniczych wędrowcach". Wydarzenia opisane w legendzie miały miejsce w dawnych czasach, w okolicach Kruszwicy. Na ziemi polskiej mieszkało wtedy plemię Słowian. Rządy sprawował tu bogaty i okrutny władca - Popiel, który za nic miał prawa pozostawione przez przodków. W każdej legendzie jest trochę prawdy... Skąd wzięła się osada w puszczy, na bagiennych terenach z dala od uczęszczanych szlaków i jej nazwa Lodza, nie milczą stare dokumenty, pojawia się zmyślenie, legenda. Nastoletni łodzianie ze SP nr 56 wysłuchali na dzisiejszym spotkaniu legendę o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką znaną dziś jako Łódka. Po obejrzeniu map rolniczej Łodzi wykonali domniemany portret założyciela osady w chwili, gdy jego dłubanka zatrzymała się w miejscu dzisiejszego Parku Staromiejskiego. Zainteresowani początkami Łodzi postanowili odbyć wycieczkę w poszukiwaniu rzeki Łódki, ukrytej pod ziemią w kanale. Można jednak zobaczyć jej wody przez szklane oko śledzia.
Pierwsza żona Janusza Gajosa. Kim była? Artysta poznał pierwszą z żon pod koniec lat 60. podczas kręcenia serialu „Czterej pancerni i pies”, w którym wcielił się w rolę Janka Kosa. W pewnym momencie Gajos uległ jednak wypadkowi i trafił do jednego z wrocławskich szpitali.
Jak czytamy w książce „Łódź w baśni i legendzie”, Węsad podszedł do fabryki Karola Scheiblera. Powiedział, że po okazyjnej cenie może mu sprzedać cudowne maszyny, które napędzała para. Parowe maszyny zamontowano w fabryce łódzkiego króla bawełny. Tak jak radził mu kuzyn Boruta, zaczął siać nieszczęście wśród robotników. Ci uznali bowiem, że te maszyny zamontowano specjalnie, tak by ich wyrzucić na Przez te maszyny i czorta, który je tu sprowadził nasze dzieci będą głodować! - krzyczeli robotnicy. [polecane]16670823,19012091,19017657,19009047,19035979,6495600;1;CZYTAJ INNE ARTYKUŁY[/polecane]Legenda głosi, że któregoś dnia podeszli do maszyny parowej. By czuć się pewniej, mieli ze sobą święte obrazy i sztandary z kościoła. W środku zobaczyli małą, czarną postać, która na ich widok zaczęła chichotać. Robotnicy rzucili się na diabła. Przy okazji zaczęli niszczyć wszystko, co znajdowało się w fabrycznej hali. Ich największym wrogiem był jednak „parowy potwór”. Zaczęli rozkręcać maszynę. Ale rozległ się wybuchł, maszyna zaczęła zionąć w kierunku robotników parą. Ich protest na nic się zdał. Scheibler nie zerwał „paktu z diabłem”. A Węsad szybko zaskarbił sobie kolejnych fabrykantów z Łodzi, u których pojawili się kolejne maszyny parowe. Nieżyjący już łódzki przewodnik Bogusław Zawadzki opowiadał historię o tajemniczym kamieniu z Widzewa. Podobno mieszkańcy tej dzielnicy przekazywali sobie ją z pokolenia na pokolenie. Ta legenda jest związana z widzewską parafią św. Kazimierza oraz fabrykantem Oskarem Konem, jednym z właścicieli Widzewskiej Manufaktury. Widzew rozwijał się przemysłowo. Powstawały nowe fabryki jak wspomniana Wi-Ma i „Ariadna”. Mieszkało tu też coraz więcej ludzi. Brakowało tylko kościoła. Juliusz Kunitzer, twórca Widzewskiej Manufaktury, człowiek który przyczynił się rozwoju Widzewa, nie był lubiany przez robotników. Traktował ich surowo i płacił najniższe stawki. Ale to właśnie on zaczął myśleć o tym, by zaspokoić potrzeby duchowe robotników i wybudować dla nich Pod koniec XIX wieku sporządzono projekt budowy kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny - opowiadał nam przed laty Bogumił Zawadzki. - Jego projekt sporządził architekt Stefan Lemeńe, ten sam który projektował kościół św. Katarzyny w Zgierzu. Nigdy go nie DALEJ >>>>
Transcript. Łódź - moje miasto. Łódź oferuje wiele ciekawych miejsc wartych odwiedzenia. ulica Piotrkowska. Ulica Piotrkowska – reprezentacyjna ulica Łodzi, jedna z najdłuższych ulic handlowych w Europie licząca ok. 4,2 km, biegnąca południkowo w linii prostej, pomiędzy pl. Wolności a pl. Niepodległości. Ulica ta stanowiła od
Видання IPN укр Strona główna Aktualności Aktualności Otwarcie wystawy IPN Oddział w Łodzi pt. „Janusz Kusociński” – Warszawa, 29 lipca 2022 r. W Centrum Olimpijskim Polskiego Komitetu Olimpijskiego im. Jana Pawła II w Warszawie zaprezentowano wystawę przygotowaną przez Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Łodzi o wybitnym polskim sportowcu Januszu Kusocińskim, zamordowanym przez Niemców w Palmirach. W wernisażu wziął udział prezes IPN dr Karol Nawrocki oraz olimpijska medalistka, panczenistka Katarzyna Niedźwiedzka. Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-9 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-10 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-11 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-8 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-7 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-6 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-2 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-3 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-4 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-5 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-13 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-14 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-15 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-16 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-18 Janusz Kusociński wystawa_Warszawa_29072022-19 Po uroczystości, w imieniu Prezesa IPN, delegacja łódzkiego Oddziału IPN złożyła kwiaty na grobie Janusza Kusocińskiego na Cmentarzu w Palmirach. Ekspozycja „Janusz Kusociński” wpisuje się w cykl biograficznych wystaw elementarnych dostępnych na stronie internetowej IPN. Dotychczas w ten sposób zostały upamiętnione między innymi takie osoby jak: Ignacy Paderewski, rtm. Witold Pilecki, Danuta Siedzikówna „Inka” czy prymas Stefan Wyszyński. Będzie prezentowana do 10 sierpnia 2022 r. (Warszawa, ul. Wybrzeże Gdyńskie 4). Wstęp wolny. Patronat honorowy nad wystawą objął Polski Komitet Olimpijski. * * * Janusz Kusociński urodził się 15 stycznia 1907 r. w Warszawie. Był synem Klemensa i Zofii ze Śmiechowskich. Zafascynowany początkowo grą w palanta i piłką nożną. Od 1925 r. występował w Robotniczym Klubie Sportowym „Sarmata”, w którym zaczął stawiać pierwsze kroki na bieżni. W 1928 roku wstąpił do Klubu Sportowego „Warszawianka”, w którym biegał, aż do wybuchu wojny. W 1928 r. aż trzykrotnie pobił rekord Polski na dystansie 5000 m! W 1931 roku został wybrany laureatem „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca roku, a z początkiem 1932 r. otrzymał Wielką Honorową Nagrodę Sportową. Jeszcze przed zdobyciem medalu olimpijskiego udało mu się pobić dwa rekordy świata: 19 czerwca 1932 r. w Antwerpii podczas biegu na 3000 m oraz 30 czerwca w Poznaniu na 4 mile (ok. 6437 m). Był jednym z najpopularniejszych sportowców Polski międzywojennej. Po kontuzji kolana w 1933 r. przerwał starty. Stopniowo powracał do formy. Starty rozpoczął ponownie w 1937 r. Życiową formę zaczął osiągać w 1939 r. – wrócił do bicia rekordów. 8 czerwca w Helsinkach ustanowił nowe rekordy Polski w biegu na 5000 m i na 3 mile. Przygotowywał się do Igrzysk Olimpijskich w 1940 r. Jego marzeniem było wystartowanie w maratonie, jednak 1 września 1939 r. na Warszawę spadły pierwsze bomby. W ciągu jednego dnia „Kusy” ze sławnego sportowca stał się jednym z tysięcy obrońców stolicy. Jako ochotnik został przydzielony do pierwszego plutonu kompanii karabinów maszynowych 2 Batalionu 360 Pułku Piechoty. Po przegranej wojnie obronnej wstępuje do konspiracyjnej Organizacji Wojskowej „Wilki”, gdzie przyjął pseudonim „Prawdzic”. W wyniku denucjacji został aresztowany przez Gestapo 28 marca 1940 r. Osadzony początkowo w więzieniu mokotowskim, a następnie przy al. Szucha 25. Między 20 a 21 czerwca został przewieziony do Palmir pod Warszawą i tam rozstrzelany. Biograficzna wystawa elementarna „Janusz Kusociński” przygotowana przez Oddziałowe Biuro Edukacji Narodowej IPN w Łodzi [DO POBRANIA] Pliki do pobrania
\n legenda o łodzi janusza
Zobacz 1 odpowiedź na zadanie: Legenda o Łodzi. Szkoła - zapytaj eksperta (1839). Szkoła - zapytaj eksperta (1839) Wszystkie (1839)

Ingridka6 Offline Liczba postów: 66 Liczba wątków: 27 Dołączył: Reputacja: 13 Legenda Janusza - czyli skąd pochodzi nazwa miasta Łódź Opuściwszy łęczycki gród Janusz podążał w górę rzeki Bzury na południe. Przedzierał się przez błota i dalej płynął rzeczką zwaną Starą Strugą – dzisiejszą Łódką. Z trudem odpychał się jakimś drągiem od płytkiego dna. Dopłynął do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim. Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej nie mógł już ruszyć. Czy tak mu zaciążył święty obrazek taszczony w tobołku, czy też jedynie dno łodzi się nadwerężyło uciążliwą podróżą i woda w niej przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy. Wyciągnął więc Janusz łódkę na brzeg. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło po spokojnej okolicy. Gdy począł przygotowywać sobie nocleg, zaczął padać ulewny deszcz. Ściął więc kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź - dnem do góry. Posłużyła mu ona za schronienie przed burzą. Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: - (...) Tu się zadomowisz, tu oporządzisz - będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu. Pracę ci, choć mozolną, dam - mówiła dalej puszcza. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi (...) Przemówiło to do niego. Został. Dopiero jesienią począł ścinać kłody pod prawdziwą chatę. Tutaj też założył rodzinę i już wraz z synami i wnukami wznosił następne chaty. Dopiero przyszłe pokolenia nazwały to miejsce – Łodzia, a późniejsi mieszkańcy osady zmienili raz jeszcze jej nazwę na Łódka. ...zaprzestań widzieć w pracy nad sobą wroga, a posiądziesz w przyszłości przyjaciela swego...

Legenda głosi, że Poznańscy zapytani przez architekta o to, w jakim stylu ma zostać wybudowany pałac, mieli odpowiedzieć, że w każdym, bo ich stać na wszystkie style. Dobranoc Łódź!
Próbą ukazania początkow miasta Łodzi jest legenda o łodzi chłopa Janusza i zalozeniu przez niego osady nad chlopie przezwiskiem Janusz wiemy z 14-wiecznych dokumentów,że był pierwszym łódzkim sołtysem,a urzad swój sprawował we wsi o nazwie to chłop,który nie chciał podlegać władzy rycerzy ani duchownych i postanowił uciec do zatrzymal sie na noc,robiąc sobie schronienie z łodzi i dnia puszcza przemówiła do Janusza aby tu osiadl na z kłód drzewa prawdziwą chatę i związał sie z dziewczyną z dalszych stron,być może z odległego o milę piatym pokoleniu załozono tam targowy Stary to przy drogach leśnych wiodacych na półónoc od Zgierza,za zachód pod Strugę,na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do tak przyszłe pokolenie słuchając opowiesci ,jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez gęstwinę swą mizerną łodzią postanowili nazwać to miejsce po prostu Łódz.
Pierwsze próby literackie czynił Wincenty Pol w okresie młodzieńczym. Była to romantyczna poezja i proza, inspirowana dziełami Johanna Wolfganga Goethego, Friedricha Schillera, George’a G. Byrona, Adama Mickiewicza i innych. W 1835 (antydatowany na 1833) w Paryżu ukazał się cykl poetycki Pieśni Janusza [5].
Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. (więcej…)

zaścianka, jak i szlacheckiego dworu. Legenda powstańcza w Nad Niemnem to jednak nie tylko pamięć o poległych i kultywowanie tradycji. W opinii Marii Żmigrodzkiej powstanie pełni tu rolę „epickiej machiny cudownej”: Maria Żmigrodzka Dwie powstańcze legendy Orzeszkowej

„Bajarz Łódzki” to zbiór pięciu opowiadań obejmujących czasy od średniowiecza do początku wieku XIX kartach książki znajdziemy postacie Janusza Piotrowica – pierwszego sołtysa Łodzi, pannę Piotrkowską, czy Księżniczkę z Retkini. „Bajarz Łódzki” jest moją pracą magisterską wykonaną na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, która została obroniona na ocenę bardzo dobrą z wyróżnieniem. Projekt ten jest wyrazem mojego lokalnego patriotyzmu oraz manifestem niezgody na obecne trendy w procesie projektowania wydawnictw regionalnych. Książka poprzez swoją tradycyjną formę okładki oraz ręczne szycie nawiązuje do tradycyjnych form drukowanych i introligatorskich.

Nogi znajdują się na Rzgowskiej i Pabianickiej, tułów na placu Raymonta, a ręce umiejscowione są na zielonej i Narutowicza. Właśnie w ten sposób powstała Piotrkowska, najsławniejsza z ulic Łodzi. Najprawdopodobniej to z powodu wyjątkowej urody dziewczyny sama jest tak zjawiskowa. Legenda o Scheiblerze i jego piekielnych maszynach.

Legendy Góralskie Janosik żył w Białce Tatrzańskiej, która była siedzibą grupy zbójników. Zbóje jako panowie Podhala nikogo się nie bali, byli bowiem silnymi mężczyznami o rosłej posturze. Janek nie chciał pracować dla Pana, tak jak reszta chłopstwa. Za nieposłuszeństwo syna, kazano pobić ojca, co było przyczyną jego śmierci. Chłopiec nie miał już nikogo na tym świecie. Pragnął pomścić los ojca i Podhalan, którzy pracowali ponad swoje siły, a mimo to cierpieli głód. Janek postanowił przyłączyć się do zbójników, w tym celu udał się w góry do ich jaskini. Aby zostać zbójeckim kompanem musiał przejść ciężką próbę i wiele sprawdzianów. Kiedy udało się Jankowi dojść do zbójników, ci akurat zmierzali do wielkiej jaskini. Niedaleko znajdowała się druga jaskinia zamieszkiwana przez boginki, była ona po drugiej stronie niedźwiedziej góry. Trzecia jaskinia była już w Tatrach Liptowskich, to właśnie w niej Janek chronił się długo ze swą ukochaną Maryną. Gdy Janek dogonił zbójników, drogę zagrodzili mu wartownicy, którzy zabezpieczali zbójników przed panami. Chłopiec na pytanie dokąd idzie odpowiedział, że chce się przyłączyć do zbójników. Ci jednak mu nie uwierzyli. Zbójnicy postanowili, że chłopiec musi się wykazać. Musiał przeskoczyć z jednej góry na drugą, co nie było proste bo góry rozdzielała jeszcze rzeka. A p drugie musiał ładnie zaśpiewać i zatańczyć, bo tak przystało prawdziwemu zbójnikowi. Janek wiedział, że mimo trudności zadań, są one wykonalne. Zbójnicy poszli wojować więc Janek dostał czas na ćwiczenia. Chłopcu strasznie dłużył się czas więc postanowił pospacerować w kierunku gór, jednak zabłądził w głębi bukowiańskiego lasu. Na szczęście Janek dojrzał światełko i podążył w jego kierunku. Ujrzał chatkę, więc wszedł do środka i pochwalił Boga. W izbie zobaczył kobietę, która była czarownicą i poprosił ją o nocleg. Kobieta ostrzegła chłopca, że mieszkają z nią jeszcze dwie siostry, które mogą go zabić. Janek jednak nie miał siły iść dalej i postanowił spędzić tam noc. Ułożył się wygonie na ławie i zasnął. Gdy przyszły pozostałe dwie czarownice, postanowiły nie zabijać Janka, gdyż bardzo chłopiec im się spodobał, musiał jednak poddać się próbie. Polegała ona na położeniu rozpalonych węgli na brzuchu. Janek przetrzymał próbę mimo iż gorące węgle wyżłobiły mu dziurę w brzuchu. Czarownice postanowiły pomóc chłopcu w zostaniu zbójnikiem. Jedna kobiet pozbierała podkowy końskie, aby wykuć mu ciupagę zbójecką. Druga upolowała zwierzę, aby wykonać mu opaskę zbójecką. Trzecia zbierała len i uplotła mu koszulę. Ciupaga pomogła mu przeskakiwać z góry na górę i mogła rąbać ośmioro drzwi na raz, na dziewiątych traciła swą moc. Opaska dawał mu dawał mu nadprzyrodzoną siłę, tak że mógł wyrywać drzewa z korzeniami, a koszula nie przepuszczała kul. Rankiem Janek wyszedł z chaty na spotkał się ze zbójcami. Przypomnieli mu o warunkach, które musi spełnić aby do nich dołączyć. Chłopiec odbił się na ciupadze i przeskoczył z góry na górę. Harnaś jednak nie chciał przyjmować Janka do swej zbójeckiej grupy więc zdecydował aby Janek zmierzył się siłą ze zbójnikami. Oczywiście dzięki koszuli pokonał wszystkich. Wobec tego postawił mu się sam Harnaś. Było trudno pokonać Harnasia, gdyż siłą dorównywał turowi. Jednak za pomocą podarków od czarownic, udało się pokonać Jankowi i Harnasia. W dowód szacunku Harnaś zdjął swą wysoką, zbójecką czapkę, założył mu ją na głowę i nazwał Janosikiem. Odtąd wszyscy szanowali Janosika teraz obaj byli panami Podhala. Janosik zabierał bogatym panom a pomagał biednym aby nie pomarli z głodu. Zawsze wymykał się wojsku z rąk. Postanowiono więc uciec się do podstępu. Powiedziano Marynie, że Janosik po słowackiej stronie znalazł sobie inną dziewczynę, którą kocha. Była to podstępne kłamstwo. Janosik nigdy nie zdradzał Maryny. Ale Maryna jak to kobieta ze złamanym sercem uwierzyła w te kłamstwa i postanowiła pomóc wojsku. Gdy Janosik tylko wszedł do izby, Maryna odpięła mu opasek, zdjęła koszulę i rzuciła je do przepaści razem z ciupagą. Po chwili wbiegła straż aby pojąć Janosika. Maryna dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że to pułapka i co właśnie zrobiła. Było jednak na to za późno. Sąd wydał wyrok powieszenia Janosika na haku za "pośrednie źebro" (ostatnie żebro) Maryna cały czas płakała i przepraszała Janosika. Ten jednak jak przystało na prawdziwego zbója palił fajkę i konał w bólach i męczarniach. Podobno wypalił funt tabaki zanim zmarł. Maryna przytuliła się do niego, a Janosik chcąc ją pogłaskać, nie zdawał sobie sprawy jaka siła pozostała mu w ręce i zgniótł jej czaszkę. Tak oto zginęli oboje. 2. Opowieść ruchowa – zabawa ilustrująca legendę „ O łodzi Janusza i założeniu osady nad rzeką Łódką".ze zbioru Zdzisława Konickiego “Dziwy nad Łódką”. Dzieci ilustrują ruchem treść czytanej przez nauczyciela legendy i odpowiadają na pytanie – Jak nazwano miejsce, którym osiedlił się Janusz? 3. Co to za utwór? Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, ze był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzia (łac. Lodza, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi... źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Szarą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swoją łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo - jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść - miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą... Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jak była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwyrężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową i spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda - zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy... Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: - Tu się zadomowisz, tu oporządzisz, będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu... pracę ci, choć mozolną, dam - mówiła puszcza - Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi... Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku "pod łódką". Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia... Jeszcze później związał się z jakowąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa... Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza... *** inęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej - jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu, nabrawszy wody, w miejscu stanęła - nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią... Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie - Łódką... według Zdzisława Konickiego Łódź w baśni i legendzie. Muzeum Włukiennictwa. W 1952 roku w Muzeum Sztuki w Łodzi powołano dział tkactwa, z którego wyłoniło się Muzeum Włókiennictwa. Uzyskało ono samodzielność w 1960 roku jako Muzeum Historii Włókiennictwa, obecnie funkcjonuje pod nazwą Centralne Muzeum Włókiennictwa . Mieści się ono w jednym z najstarszych zabytków architektury

2/14 Przeglądaj galerię za pomocą strzałek na klawiaturze PoprzednieNastępne Jedna z nich mówi o Januszu. Czy to on został pierwszym mieszkańcem Łodzi? Miał to być chłop, który mieszkał w okolicach grodu łęczyckiego. Od dziecka był jednak krnąbrny. Nie okazywał posłuszeństwa rycerstwu, panom, duchownym. Być może to spowodowało, że opuścił rodzinną wieś. Ruszył w górę rzeki Bzury. Część drogi pokonał łódką, część pieszo. Z czasem dotarł do rzeki zwanej Starą Strugą, czyli do dzisiejszej Łódki. Wokół była ogromna puszcza. Z trudem, odpychając się wiosłem od płytkiego dna dopłynął w okolice dzisiejszego Rynku Staromiejskiego. Tam musiał zakończyć podróż łódką. W płytkiej wodzie było pełno kamieni. Nie mógł już płynąć dalej. Jak głosi legenda, wyciągnął na brzeg łódkę, wszedł na pobliski pagórek i zaczął przygotowywać się do noclegu. Ale rozpoczęła się ulewa, zaczęło grzmieć. Janusz wyciął kilka drzew, na nich oparł swoją łódkę i pod nią znalazł schronienie. Zmęczony podróżą usnął. Gdy się rano obudził usłyszał dziwne Tu się zadomowisz. Tu oporządzisz. Będzie nam z sobą dobrze. Żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu - przemówiła do niego puszcza. - Pracę ci, choć mozolną, dam. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi . I Janusz został w tym miejscu. Początkowo dom stanowiła odwrócona łódka. Z czasem zbudował sobie chatę, założył rodzinę. Jego żoną została dziewczyna ze wsi Widzew. Urodziły się im dzieci. Miejsce, w który osiadł zaczęto nazywać Lodzią, a potem stała się Łodzią. CZYTAJ DALEJ >>>>

Łódź (Polesie), Ulica Janusza Kusocińskiego. Ulica Janusza Kusocińskiego położona jest na mapie Łodzi 4.1 km od centrum. W tej dzielnicy znajduje się jeszcze 384 ulic(e). Ulica Janusza Kusocińskiego jest jeszcze w 101 innych miejscowościach. Położenie GPS centralnego punktu to (19.3971 E, 51.7515 N) Wymyśl i zapisz legendę o powstaniu Łodzi . ( AKAPITY ! ) Prosze o pomoc !:** Próbą ukazania początków naszego miasta jest legenda o łodzi chłopa Janusza i założeniu przez niego osady nad rzeczką. O chłopie przezwiskiem Janusz wiemy z czternastowiecznych dokumentów, że był pierwszym łódzkim sołtysem, a urząd swój sprawował we wsi o nazwie Łodzią (łac. Lodzą, dokument z XIV wieku). Poza tym nic pewnego o tym Januszu nie wiadomo, toteż rychło wszedł do legendy. Zapewne nie pałał wielką miłością i posłuszeństwem do rycerskich czy duchownych panów z łęczyckiego grodu, skoro puścił się sam w górę rzeki Bzury na południe i zbiegł w puszczę. Widać niezbyt dobrze mu się tam działo. I oto znajdujemy go w legendzie do dziś jeszcze powtarzanej w różnych wersjach na starych Bałutach, Widzewie i Stokach. Spotykamy tego pierwszego łodzianina z wiosłem w dłoni, jak przedziera się jakimś czółnem chybotliwym czy łodzią przez chaszcze, znacząc od czasu do czasu siekierką nadbrzeżne konary, by nie zmylić drogi. U źródeł Bzury, na Rogach i Rożkach, pełno było błota i kałuż. Tylko wąski, dziki dukt leśny przedzielał je wówczas od nowych źródeł i drugiej rzeczki zaczynającej swój bieg już na późniejszych Dołach i Sikawie. Była to dzisiejsza Łódka, przed wiekami zwana po prostu Starą Strugą. Janusz przeciągnął po tych błotach swą łódź dalej na południe i zachód. I znów z trudem odpychał się jakimś drągiem o płytkie dno owej strugi. Obowiązkowo -jak na owe czasy wymagano i jak głosi opowieść -miał mieć w tobołku w swej dłubance jakiś obrazek święty czy figurkę szczęśliwą… Dopłynął tedy do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w parku Staromiejskim (dziś już rzeczka płynie w skrytym kanale). Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej ruszyć nie może. Czy ten obrazek tak mu zaciążył, czy też, co bardziej prawdopodobne, dno się nadwerężyło uciążliwą jazdą i woda w łodzi przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy, choć rzeka biegła jeszcze dalej na zachód. Wyszedł więc chłop z łodzi na brzeg, wyciągnął tobołek i trochę pomedytował. Później przez mieliznę wyciągnął ową łódkę ku wyższemu, północnemu brzegowi. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło i nabrał otuchy. Okolica była sposobna, na zdrową! spokojną wyglądała. Wnet chciał sporządzić sobie szałas na nocleg, by na drugi dzień łódź oporządzić i próbować płynąć dalej, lecz gdy chwilę pobył na brzegu, spotkała go pierwsza przygoda, zaczął padać ulewny deszcz. Nie zraziło go to wcale. Ściął kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź dnem do góry. Posłużyła mu za schronienie przed burzą. Stała się pierwszym ludzkim dachem w tej okolicy… Rano posłyszał Janusz głosy puszczy. Wokoło rozbrzmiewały ptasie śpiewy, słychać było stukanie pracowitych dzięciołów, brzęczenie dzikich pszczół. Okolica przemawiała doń swojsko i kusiła: , - …Tu się zadomowisz, tu oporządzisz; będzie nam z sobą dobrze, żaden książę ani biskup czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tu… pracę ci, choć mozolną, dam – mówiła dalej puszcza. – Nie poskąpię drzewa na budulec ni miodu z dzikich barci, a może czasem i tur, żubr lub łoś ci się trafi… Przemówiło to do niego. Został. Dopiero nadchodząca jesień wygnała go z domku „pod łódką”. Począł ścinać kłody pod pierwszą własną prawdziwą chatę! A szałas z łódką jako dachem zachował potem długi jeszcze czas na pamiątkę swego tu przybycia. Jeszcze później związał się z jakąś dziewczyną z dalszych stron, być może aż z odległego o milę Widzewa… Następne chaty już z synami i wnukami wznosił. Osiedli obok ojca i dziada na wzgórkach, które po wiekach Górkami Plebańskimi tu nazwano, gdyż powstał tam później drewniany kościółek. Niedługo, bo już w piątym pokoleniu, rozłożył się w tym miejscu kwadratem targowy Stary Rynek, a było to przy drogach leśnych wiodących na północ do Zgierza, na zachód pod Strugę, na południe do Piotrkowa i Drewnowiczów i na południowy wschód do Wolborza… Minęło sto, a może dwieście lat od tamtych czasów. Dopiero przyszłe pokolenia słuchając opowieści gminnej – jak to ich odważny i pracowity prapradziad przedzierał się przez tę gęstwinę swoją mizerną łódką, która na mocy jakiegoś dziwnego uporu płynąć dalej nie chciała i tu nabrawszy wody w miejscu stanęła – nazwali to miejsce na wieczną pamiątkę po prostu Łodzią… Mieszkańcom tej osady wydało się jednak z czasem, że to zbyt mały dowód szacunku i miłości dla przodków, na dodatek więc i rzekę, która była niegdyś drogą ucieczki, a stała się przez samotną wyprawę przodka nadzieją lepszego jutra, nazwali podobnie – Łódką… xxKiLLeRxx Odpowiedziano: 2011-04-03 11:00:54 Według legendy w granicach osady łódzkiej żył pustelnik, dawniej rycerz i zawadiaka. Któregoś dnia spotkał w lesie dziewczynę, która została oskarżona przez księcia łęczyckiego o paranie się czarną magią. Jednym z dowodów było ubijanie masła przy słonecznej i deszczowej pogodzie (stąd popularna rymowanka "Gdy deszcz pada, słońce świeci, czarownica masło kleci..."). Zaopiekował się nią i zamieszkali wspólnie w jego jamie. Niestety którejś wiosny później pachołkowie księcia dotarli do jaskini samotników i z łatwością rozpoznali uciekinierkę. Kiedy po żądaniu wydania jej pustelnik odmówił, dobyli broni i go zabili. Krew trysnęła na stojące w kącie jamy zbroję i starą tarczę. Od owej poplamionej krwią tarczy ma się więc wywodzić czerwone tło łódzkiego herbu. Natomiast widniejąca na herbie łódź ma pochodzi jakoby od chłopa Janusza. Jego imię widnieje już w XIV-wiecznych dokumentach jako sołtys wsi Łodzia (łac. Lodza). Według legendy ów chłop wybrał się w podróż przez bagna puszczy łódzkiej w czółnie. W okolicach dzisiejszej ulicy Zgierskiej postanowił się zatrzymać, zamieszkał zaś w odwróconej łodzi, która nie nadawała się już do dalszego użytku. Tak oto od pierwszego domostwa powstała nazwa wsi, później założonej w tym miejscu.
Legenda o św. Kindze Ustaw w kolejności. autor: 127klasa2. Legenda o świętej Kindze Brakujące słowo. autor: Magdagettner. Klasa 3. Legenda o św Kindze Brakujące słowo. autor: Magda94szczepan. Klasa 3 Polski.
LEGENDA JANUSZA Opuściwszy łęczycki gród Janusz podążał w górę rzeki Bzury na południe. Przedzierał się przez błota i dalej płynął rzeczką zwaną Starą Strugą – dzisiejszą Łódką. Z trudem odpychał się jakimś drągiem od płytkiego dna. Dopłynął do miejsca, gdzie dziś stoją stare kamienice przy Zgierskiej w Parku Staromiejskim. Tu Janusz poczuł, że jego stara ojcowska łódź jakby była pełna kamieni i dalej nie mógł już ruszyć. Czy tak mu zaciążył święty obrazek taszczony w tobołku, czy też jedynie dno łodzi się nadwerężyło uciążliwą podróżą i woda w niej przybrała; dość, że o dalszej podróży nie było już mowy. Wyciągnął więc Janusz łódkę na brzeg. Wdrapał się na wzgórek, rozejrzał wokoło po spokojnej okolicy. Gdy począł przygotowywać sobie nocleg, zaczął padać ulewny deszcz. Ściął więc kilka grubszych gałęzi i ustawił na nich swą łódź- dnem do góry. Posłużyła mu ona za schronienie przed burzą. Rano posłyszał głosy puszczy. Okolica przemawiała doń swojsko i kusząco. – Tu się zadomowisz, tu oporządzisz- będzie nam ze sobą dobrze, żaden książę, ani biskup, czy inny wielmoża nie dostrzeże cię tutaj. Pracę ci, choć mozolną, dam- mówiła mu puszcza. Nie poskąpię drzewa na budulec, ni miodu z dzikich barci, a może czasem tur, żubr lub łoś ci się trafi. Dopiero jesienią począł ścinać kłody pod prawdziwą chatę. Tutaj też założył rodzinę i już wraz z synami i wnukami wznosił następne chaty. Dopiero przyszłe pokolenia nazwały to miejsce Łodzia, po nim Łódka, a z czasem Łódź. Pierwsza wzmianka o wsi Łodzia pochodzi w dokumencie z 1332 roku. Prawa miejskie zostały nadane w 1423 roku przez króla Władysława Jagiełłę. Źródłem utrzymania mieszkańców przez długie lata był handel- w szczególności wyroby rzemieślnicze, ale również płody rolne oraz hodowla zwierząt. Dzisiaj miasto to jest trzecim największym w kraju pod względem ludności, czwartym pod względem powierzchni.
legenda o łodzi janusza
iXWKHEW.